"Piszemy o hotelarstwie z przymrużeniem oka"

Na naszym blogu piszemy o turystyce i hotelarstwie. Wejdź i zostań na dłużej!

Od dziecka kocham wszystkie zwierzęta.

Naprawdę wszystkie. Owady też kocham. Biedronki, pająki, dżdżownice, myszki, kotki. Jednak najwięcej zarezerwowanego miejsca w moim sercu mam dla psów.

Całe moje dzieciństwo mieszkałam razem z moimi rodzicami i dwójką rodzeństwa w dwupokojowym mieszkaniu w bloku. Nie mieliśmy dużo przestrzeni. Jedyne zwierzę na jakie dostaliśmy pozwolenie to był mały, puchaty chomik, który przeżył u nas trzy lata. Potem nie mogliśmy mieć już żadnego zwierzaka, bo moja mama twierdziła, że my i tata w zupełności jej wystarczymy i więcej bałaganu nie potrzebuje.

Długo nie mogłam zrozumieć podejścia mamy. Prosiłam, błagałam, obiecywałam, że sama będę się zajmować psiakiem jeśli tylko się zgodzi. Jednak pozostała nieugięta.

W zeszłym roku wyprowadziłam się z domu i pierwsze co zrobiłam, to poszłam do schroniska i zaadoptowałam małego porzuconego sznaucera. Kocham go tak mocno, że naprawdę nie wiem jak do tej pory radziłam sobie bez pieska.
Kolejny mój cel to posiadanie psa rasy owczarek staroangielski. Jest po prostu przepiękny. Moja decyzja została odłożona w czasie ze względu na to, że ta rasa potrzebuje dużo przestrzeni. W końcu jest to jedna z ras psów należących do psów pasterskich i zaganiających - udusiłby się w bloku. A na życie w klatce go nie skażę.

Czekając na zgodę mamy, która nigdy nie nastąpiła, nauczyłam się cierpliwości dlatego jestem pewna, że doczekam tego cudownego dnia, kiedy wyjdę na mój własny ogród, na którym będzie biegał mój ukochany, wymarzony bobtail.

Więcej na macoes.pl

Okiem reportera

owczarek

 macoes

 hodowla psów rasowych